Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Piaszczysta plaża

Piaszczysta plaża rozlewała się w słonecznym blasku niczym złoty impast aż po nieskończoność. Tu i ówdzie znaczyła ją swoją zielenią dziko rozrastająca się kępa traw czy krzewów. Samotne drzewa zdawały się niknąć na otwartej przestrzeni w niewytłumaczalny dla zdrowego rozsądku sposób. Cicho rozgaszczała się impresja chłodnej barwy morza. Złudzenie jeszcze milsze przy pierwszym zanurzeniu się po pierś w wodzie. Woda tak ciepła, iż wspomnienie rodzimego Bałtyku niknęło wobec sielankowej panoramy. Muszle niezwykłych kształtów i barw konkurowały z pierwszy raz widzianymi krabami. Kraby maleńkie, kraby wielkości zaciśniętej dłoni, kraby olbrzymy. Białe, czerwone, czarne. Opowieści o bułgarskich złocistych plażach potwierdzały swój urok na każdym kroku.
  Dwunasta w południe. Bułgarskie upały ustępują o kilka stopni pustynnym morderczym skwarom ale kilkugodzinne plażowanie to spory wysiłek dla organizmu. Leniwym krokiem człapiemy przez kurort. Dominuje prostota socrealistycznej architektury wyróżniana przez miejscowych światowym słowem:  - Bungalow - Akanie przypominające do złudzenia język rosyjski ma szczery uśmiech, rękę na sercu i zaprasza do jednego z niezliczonych domków. Kręcimy głowami, odwzajemniamy uśmiech. Bułgar rozkłada ręce i staje się jeszcze bardziej uprzejmy. Stara się nas zatrzymać i przekonać do zakupu arbuzów. Prostym rosyjskim wymigujemy się. Długa wycieczka na zachwalany bazar to kolejne przeżycie. Obrazek jakie zna się z filmów. Mamy wrażenia jakby miejsce zastygnęło przed stuleciem. Smagli kuchmistrze gotujący na wolnym ogniu, egzotyczna muzyka, tragarze i transport na osłach. Piramidy arbuzów na każdym kroku są po prostu soczyste. Ryby, owoce, stroje nikną za arbuzowymi murami.Wszystko zdaje się być tutaj otaczane arbuzowym wałem. Decydujemy się na zakup owocu. Znajdujemy mikroskopijny gościniec w niecodziennym zgiełku. Nie mamy zamiaru przebierać w kulistych słodyczach. Wszystkie są świeże, olbrzymie, apetyczne. Odróżniamy się od miejscowych. Straganiarz z zainteresowaniem wskazuje na owoce i coś mówi. Podchodzimy bliżej by zapytać: - Skolko? Straganiarz zachwala towar przepoławiając trzy czy cztery kolejne owoce wprawnym ruchem. Ostrze podobne do maczety błyskawicznie zatapia się w miąższu. Starszy człowiek wprawną ręką dzieli arbuza na mniejsze plastry i zachwala podając nam na zachętę. Skojarzenie z wiejskim jedzeniem, które bije na głowę marketowe oferty jest natychmiastowe. Owoc jest nadzwyczajnie słodki. Miąższ o intensywnie czerwonej barwie koi pragnienie. Decydujemy się na większy zakup. Żartujemy: - Adin czeławiek, tri arbuzy - Handlarz staje się przyjacielski i rozkłada ręce. Pyta jakby retorycznie: - Dinia? - Śmiejemy się: - Da, da. Dinia adin, dinia dwa, dinia tri - Na wszelki wypadek pokazujemy na palcach ilość arbuzów jakie każdy z nas chce kupić. Mężczyzna zwraca moją uwagę i wskazuje palcem na owoc jaki w jego mniemaniu jest dorodniejszy od pozostałych. Kiwam głową z aprobatą. Nie zauważam różnicy ale atmosfera stała się sympatyczna. Mężczyzna wskazuje palcem następny owoc. Znów przytaknąłem i mówię: - Da - Handlarz patrzy na mnie badawczo i wskazuje kolejnego arbuza. Kiwam głową i mówię: - Da, da. Tri - Handlarz bez przekonania podaje trzy zielone kule inkasując należność. Kolega, który stoi za mną postępuje podobnie oczekując porady straganiarza. Sytuacja staje się cośkolwiek dziwna. Każdy z nas akceptuje ofertę sprzedawcy bez szemrania jednak on sam zachowuje się jakby wątpił w nasze dobre intencje. Koleżanka wspomniała coś o ośle, który może stanąć na jej miejscu. Szczęściem mężczyzna nie rozumie języka polskiego. Podziękowaliśmy dziwnie przyglądającemu się handlarzowi i odeszliśmy komentując zachowanie. Fałszywie przyjazny obcym czy może niezrównoważony. Nie wytworzyliśmy bariery językowej nie do pokonania, ani takowej nie napotkaliśmy.

 Wieczorny posiłek jednoczy polską grupę. Wszyscy stawiają się na stołówce. Duszą towarzystwa jest nasz przewodnik i jedyny globtrotter z prawdziwego zdarzenia. Kobieta w średnim wieku jest naszym Zygmuntem Broniarkiem i Tony Halikiem w spódnicy. Staramy się zrelacjonować nasze wrażenia i zaciekawić na miarę anegdoty wspominając zakupy arbuzów na bazarze. Nasz obieżyświat promienieje i śmieje się jakby spłatał nam figla: - Bułgarskie źródło nieporozumień, którym upijają się przybysze z zagranicy - Podkreśla żart dowcipną metaforą wypijając kieliszek miejscowej "Sangrii". - W Bułgarii mówiąc "tak", czyli "da" należy kręcić głową jak przy przeczeniu, zaś wyrażając emocje na "nie" kiwamy głową przytakując. Niecodzienna mowa gestów, która jest swoistym problemem lingwistycznym.