Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


O smoczej Pustce i Inspiracji

Kolejny ukończony tekst z mojego uniwersum - krain tworzących Lomarię. Wskazane są komentarze ;)
Miłego czytania.

-----

W czasach, gdy góry były jeszcze młode, a rzeki dopiero przedzierały się przez nagą ziemię rzeźbiąc swoje koryta, krainy Lomarii zamieszkiwały smoki.

Nikt nie wie skąd się wzięły, nikt nie wie ile ich było. Jeśli one same wiedziały cokolwiek na ten temat swego pochodzenia, nie zostawiły o tym żadnej wzmianki.
Smoki panowały w przestworzach, smoki stąpały po ziemi i pływały w morzach. Przez tysiąclecia kształtowały świat na swój sposób i wedle własnych upodobań. Uśpiły niespokojną i gwałtowną ziemię, chociaż czasami ona daje znać o sobie niezadowolonym mruczeniem. Wypiętrzyły góry dzieląc Lomarię na dwie części i ukształtowały ostatecznie koryta szalejących rzek. Ujarzmiły ryczące i groźne morza, nadając im równy rytm fal, aczkolwiek czasem wydają się one buntować przeciw temu głośnym i groźnym rykiem. Dzięki swej mądrości i talentom przekształciły świat, dzięki swej magii powołały do życia niezliczoną ilość roślin i zwierząt.

Trwało to tysiące lat. Radość, jaką dawało smokom tworzenie, powoli mijała. Płomień ich pomysłowości wypalał się, malał z chwilą powstania każdej nowej istoty. Pomimo całej swej mądrości, pomimo nieskończonej wyobraźni, w sercach smoków pojawiła się Pustka i Samotność. Dumne ze swych dzieł uświadomiły sobie jednak, że są one Niepełne i Niedoskonałe. Żadne z nich nie mogło stać się ich towarzyszami, żadne nie było w stanie należycie docenić wysiłków i talentów, jakie smoki włożyły w ich tworzenie. Żadne nie było wystarczająco rozumne.

Siedem najstarszych, najmądrzejszych i najpotężniejszych smoków przyleciało na równiny Fentumëthyn Ardayn by naradzić się nad stworzeniem istot, które byłyby doskonałe, które mogły im towarzyszyć i wypełnić dręczącą je Pustkę.

- Powietrze jest wszędzie – rzekł Vermilon z Dalekiej Północy. – Niech korzystają z przestworzy, królują wszystkim ptakom i towarzyszą nam w naszych podniebnych wędrówkach by z wysokości móc docenić piękno naszych dzieł.

- Woda jest wszędzie – powiedziała Vasar z Zatoki Arnth. – Niech więc żyją blisko niej, pływają i królują wodnym zwierzętom, a docierając w najdalsze głębiny niech doceniają ogrom naszych prac.

- Skały i ziemia są wszędzie – wtrącił Varneth żyjący u stóp Ered Orna. – Niech więc żyją wśród nich i pod nimi, drążą góry i ciężką pracą wydobywają spod ziemi to, co tam ukryliśmy. A ze znalezionych kamieni i metali niechaj tworzą piękne przedmioty i wielkie dzieła.

Smoki rozważyły każdą z propozycji, ale nie mogły zdecydować, którą wybrać.
Wreszcie ponownie przemówił Vermilon:

- Skoro nie potrafimy zadecydować, czyja propozycja jest najlepsza, niechaj każde z nas zabierze się do pracy osobno. Tchnijmy Iskrę w istoty, które powołamy do życia, aby były nam podobne. Spotkajmy się tu za rok by ocenić nasze dzieła i postanowić ostatecznie czyj twór jest najlepszy i zasługuje na miano naszego towarzysza.

Tak też zrobiły.

Minął rok, gdy ponownie siedem najstarszych, najmądrzejszych i najpotężniejszych smoków przyleciało na równiny Fentumëthyn Ardayn.

Pierwszy swoją pracę zaprezentował Vermilon.

Jego dzieło, mniejsze od najmniejszego ze smoków, posiadało, na ich podobieństwo, wielkie, skórzaste skrzydła i długi wężowy ogon. Jednak jego ciało było ciałem lwa, a łeb – głową orła. Przednie kończyny niczym nogi drapieżnego ptaka zakończone były ostrymi szponami, a tylne lwie łapy wieńczyły pazury.

Stwór przysiadł dumnie na tylnych łapach obok swego stwórcy.

- Jest to istota, której Iskra to Siła, Waleczność i Szybkość. – powiedział Vermilon do pozostałych smoków.

- Czy jest rozumna?

- Potrafi polować, jest najsilniejsza z wszystkich podniebnych zwierząt i tak wytrzymała jak my. Jednak nie mówi i nie tworzy niczego sama z siebie.

- Silny i szybki jest gryf – odezwała się po raz pierwszy Caribein, która nadawała imiona wszystkim rzeczom. – Jednakże zbudowany jest przede wszystkim z Powietrza, a jego Iskra to przymioty ciała. Niczego nie tworzy, a przez to nie będzie w stanie pojąć wielkości naszych dzieł. Nie jest doskonały. I nigdy nie będzie.

Pozostałe smoki zgodziły się z jej osądem, ale Vermilona zasmuciły jej słowa. Bez pożegnania odleciał na Północ, a gryf podążył za nim.

Jako drugi swe dzieło zaprezentował Varneth.

Jego twór był odmienny od dzieła Vermilona tak bardzo jak dzień różni się od nocy. Istota była bardzo niska, niewiele wyższa od gryfa gdy ten siedział obok swego stwórcy. Poruszała się na dwóch nogach, a jej głowę i twarz porastały długie włosy. Wyglądała niezgrabnie i gdy zastygała w bezruchu można było pomyśleć, że to kamień. Jej całe ciało pokrywała żelazna zbroja, którą sama wykuła, a w dłoniach trzymała dary dla wszystkich smoków, również wykonane przez nią.

Gdy smoki otrzymały dary i przestały się nimi zachwycać, odezwał się Varneth:

- Iskrą mojego dzieła jest Pracowitość, Upór i Wytrwałość.

- Czy jest rozumne?

- Jest wytrwały. Z uporem drąży góry w poszukiwaniu szlachetnych kamieni i metali. Sam buduje swoje siedziby ozdabiając je i tworzy piękne rzeczy.

- Pracowity jest krasnolud. – powiedziała Caribein nadając tym samym imię tej istocie. - Jednak zbyt mocno kocha ciemność. Zbudowany jest z Ziemi, a w jego Iskrze znajdują się same przymioty ducha. Nie jest doskonały. I nigdy nie będzie.

Pozostałe smoki zgodziły się z jej osądem. Varneth gniewnie machnął ogonem, ale nic nie odrzekł. Zabrał krasnoluda i wrócił do swojej siedziby skrytej u podnóży Eryd Orna.

Jako ostatnia swoją pracę przedstawiła Vasar.

Jej dzieło było olśniewające. Stworzenie było niezbyt duże, delikatne i kruche. Podobnie jak krasnolud poruszało się na dwóch nogach, ale na tym ich podobieństwa się kończyły. Całe ciało było niemal bezwłose, jedynie na głowie znajdowały się długie, skręcone włosy w kolorze morza, które kaskadą spadały na ramiona i plecy. Skóra istoty połyskiwała niczym morska sól osadzająca się na przybrzeżnych skałach.

Stworzenie otworzyło usta i zaczęło śpiewać. Jego głos rozbrzmiewał echem po równinie i przywodził na myśl łagodne morskie fale, szumiące wysoko w górach potoki, szemrzące strumyki i rzeki wijące się meandrami po równinach. W głosie brzmiało piękno wiosny i lata, ale także groźny pomruk późnej jesieni i zimy.

- Jej Iskra składa się z Dumy, Piękna i Głosu. – powiedziała Vasar gdy przebrzmiały ostatnie nuty pieśni.

- Czy jest rozumna?

- Żyje na wybrzeżu tworząc wspaniałe budowle i śpiewając pieśni, które uspokajają morza. Panuje nad morskimi stworzeniami.

- Piękna jest syrena i wielka jest siła jej głosu – orzekła Caribein obdarzając istotę imieniem. – Jednak zbyt mocno ukochała wodę i sama zbudowana jest z Wody. Wprawdzie jej Iskra to przymioty ciała i ducha, lecz są zbyt niewyważone by czynić z niej naszą towarzyszkę. Nie jest doskonała. I nigdy nie będzie.

Pozostałe smoki zgodziły się z jej osądem.

Vasar rozczarowały te słowa, ale nic nie odrzekła. Wraz z syreną w milczeniu wróciła do Zatoki Arnth.

Cztery najstarsze i najmądrzejsze smoki po raz kolejny naradzały się na równinach Fentumëthyn Ardayn nad stworzeniem istot, które byłyby doskonałe, były ich towarzyszami i wypełniły dręczącą Pustkę. Przez trzy dni i noce naradzały się co jeszcze mogą zrobić, przez trzy dni i noce nie potrafiły znaleźć rozwiązania.
Wreszcie czwartego dnia odezwała się Brianna:

- Skoro ani gryf Vermilona, ani krasnolud Varnetha, ani syrena Vasar nie były doskonałe, nie pozostaje nam nic innego jak wyruszyć w poszukiwaniu Inspiracji. Gdy ją znajdziemy uda nam się stworzyć istotę, która będzie doskonałą.

Smoki przytaknęły. Wkrótce Brianna wraz ze swoim nieodłącznym towarzyszem Silvernem, wyruszyła w stronę Gór Wysokich.

Kierowali się na północ do chwili, gdy dostrzegli polujące gryfy. Dzieci Vermilona bez lęku atakowały nawet największe ptaki i wykonywały karkołomne ewolucje w powietrzu.

- Tu nie znajdziemy Inspiracji. – zawyrokowała Brianna i skierowała się na południowy-zachód.

Gdy przelatywali nad Górami Trzech Młotów dostrzegli krasnoludy Varnetha. Długo krążyli nad szczytami gór obserwując je przy pracy i chociaż dzieła Dzieci Varnetha były wspaniałe i zdumiewające, nie znaleźli tu Inspiracji.

- Szukajmy dalej. – powiedział Silvern i skierował się na Zachód.

Po kilku dniach lotu oba smoki dotarły nad Syrenie Jeziora i do Nen Vasarhael. Z wysokości obserwowały życie syren i morskich stworzeń i pomimo, że Dzieci Vasar były piękne i pełne gracji w wodzie, także i tu nie znaleźli tego, czego poszukiwali.

- Nie możemy tracić nadziei. – powiedziała Brianna i skierowała się ponownie ku północy wzdłuż wybrzeża.

Przemierzając Wyżynę Raven dotarli do Zatoki Beruny. I tam, ku ich niezmiernemu zdumieniu, dostrzegli istoty, których nigdy wcześniej nie widzieli.

Stworzenia te, podobnie jak Dzieci Vasar, zamieszkiwały wybrzeże, ale nie pływały w morzu inaczej niż na pokładach smukłych statków z białymi żaglami. Podobnie jak Dzieci Varnetha wykuwały przepiękne przedmioty i zmieniały kamień w cudowne rzeźby. I podobnie jak Dzieci Vermilona polowały na podniebne stworzenia, jednak nie potrafiły latać, a jedynie wykorzystywały śmiercionośne łuki i strzały, które mogły dosięgnąć ptaka w locie. Istoty te kochały słońce, były smukłe i wysokie, a w ich oczach błyszczała mądrość, tak podobna, a jednocześnie tak odmienna od smoczej.

- Wreszcie znaleźliśmy to, czego tak długo poszukiwaliśmy – odezwał się Silvern krążąc wysoko nad ziemią i obserwując z niemym zachwytem nieznane istoty. – Znaleźliśmy Inspirację i będziemy mogli wypełnić Pustkę. Wracajmy do domu.

- Jeszcze nie. – odparła Brianna. – Poznajmy bliżej te nieznane stworzenia.

Z tymi słowami zanurkowała w dół i wylądowała tuż na krawędzi osady. Jednak istoty przerażone przybyciem wielkiego smoka uciekły do swych domostw i na pokłady statków i żadne nie wyszło jej na spotkanie.

- Muszą oswoić się z naszą obecnością. – powiedział Silvern, a Brianna zgodziła się z nim.

Następnego dnia na krawędzi osady wylądował Silvern. Sytuacja jednak powtórzyła się. Nikt nie wyszedł na jego spotkanie.

Trzeciego dnia Brianna wylądowała daleko od domostw i długo czekała aż ktoś wyjdzie na jej spotkanie. Gdy już zaczęła tracić nadzieję, z jednego z domów wyszła jedna z istot. Ubrany był w piękny, lśniący pancerz, a w dłoni dzierżył długi miecz.

- Nie obawiaj się. – powiedziała Brianna, gdy zbliżył się do niej, ale on tylko uniósł miecz i krzyknął coś niezrozumiale.

Brianna pojęła, że istoty nie znają języka Smoków z Równin. Próbowała mowy Smoków z Gór, jednak nadaremnie. Próbowała mowy Smoków z Wybrzeża, jednak również bez rezultatu. Wreszcie odleciała by naradzić się z Silvernem. Oba smoki postanowiły obserwować obce istoty by poznać ich mowę.

Po wielu dniach Brianna ponownie odwiedziła osadę. Jednak tym razem nie czekała długo. Nieznany wojownik niemal natychmiast wyszedł ze swego domostwa, ubrany w lśniącą zbroję i z mieczem w ręku. Tym razem jednak smok nie miał zamiaru czekać aż wojownik się zbliży.

- Nie obawiaj się. – odezwała się Brianna, a widząc zdumienie i wahanie w jego oczach, ciągnęła dalej. – Nie obawiajcie się nas. Chcemy tylko poznać waszą rasę, gdyż nigdy nie widzieliśmy podobnej w Lomarii.

- Kim jesteście? – zapytał przybysz. Nie schował miecza, jednak nie trzymał go już w gotowości tak jak poprzednio.

- Smokami. Mieszkamy za Górami Kryształowymi. Nazywam się Brianna, a mój towarzysz to Silvern. Kim wy jesteście?

- Jesteśmy elfyn, przybyliśmy z Północy w poszukiwaniu nowych ziem i przygód. Nazywam się Ellor aern Ciaran Mandra. Czego od nas chcecie?

- Wyruszyliśmy w poszukiwaniu Inspiracji i oto niespodziewanie znaleźliśmy ją. Czy zgodzisz się byśmy poznali was bliżej by stworzyć istoty na wasze podobieństwo, które będą naszymi towarzyszami na Wschodzie?

- Nie mogę odpowiadać w imieniu całego mojego ludu. – Odparł chowając miecz. – Muszę naradzić się z moją matką, a także siostrą. Zaczekaj tu. I zawołaj swojego towarzysza, gdyż wiem, że obserwuje nas z góry.

Brianna skinęła głową, a gdy elf odszedł, nadleciał Silvern. Oba smoki cierpliwie czekały na odpowiedź.

Po wielu godzinach z osady wyłoniła się niewielka grupa elfów. Na czele szedł ten sam wojownik, z którym rozmawiała Brianna, jednak tym razem bez zbroi i broni. Szedł dumnie wyprostowany, a jego długie proste kasztanowe włosy rozwiewał wiatr. W jego ciemnoszarych oczach Brianna dostrzegła ulgę, a także ciekawość i wiedziała, że zgodzili się im pomóc.

Tuż za wojownikiem podążały dwie kobiety. Jedna, wyraźnie starsza od niego, miała włosy przeplatane nitkami siwizny. Była równie wysoka jak on, a w jej oczach błyszczało zaciekawienie. Za to druga z kobiet mocno zacisnęła usta, a w jej dużych złotobrązowych oczach błyszczał upór. Raz po raz odrzucała opadające na jej oczy długie, skręcone w burzę loków włosy w kolorze złota i rzucała niechętne spojrzenia w stronę obu smoków.

- Czcigodne smoki – odezwał się wojownik. – Wraz z moją matką, Ciaran Mandra – starsza z kobiet skłoniła się z szacunkiem. – Oraz siostrą, Riannon. – druga kobieta ukłoniła się nieznacznie i zacisnęła mocniej wargi. – Postanowiliśmy, że pozwolimy wam przebywać z nami przez jeden rok. Po tym czasie opuścicie nas i będziecie mogli stworzyć własne istoty. Jednak nasza zgoda ma cenę.

- Wymień ją – odezwał się Silvern.

- Podzielicie się z nami swoją wiedzą i swoją magią.

- Tego nie możemy uczynić. – odezwała się Brianna. – Nie możemy przemawiać w imieniu pozostałych smoków. Jednakże możemy pomóc wam w tworzeniu różnych dzieł, jeśli jest taka wasza wola. Wasza magia różni się znacznie od naszej i wspólnie możemy stworzyć rzeczy doskonałe.

- Otrzymasz również jedno z naszych dzieł, jeśli kiedykolwiek przybędziesz na Wschód – dodał Silvern.

Ellor przez chwilę naradzał się z matką i siostrą. Smoki widziały, że Ciaran i Ellor byli bardzo chętni by przyjąć ich ofertę, jednakże Riannon ciągle się sprzeciwiała. W końcu jednak Ellor znów zwrócił się do smoków.

- W takim wypadku możemy gościć was nie dłużej niż sześć miesięcy. Nie poznacie też naszej magii. A gdy kiedykolwiek przybędę do waszych królestw, sam wybiorę dzieło, które ma być nagrodą za naszą pomoc. Czy zgadzacie się?

Brianna i Silvern przez chwilę naradzali się i w końcu skinęli głowami.

Przez sześć miesięcy smoki przebywały wśród elfów poznając ich zwyczaje i zachowania. Przez sześć miesięcy pomagały elfom i razem z nimi tworzyły rzeczy niewidziane dotąd w Lomarii. Dzięki smoczej magii powstały umocnienia portu w Inghir, dzięki połączonej magii smoków i elfów powstały wspaniałe mury Lotharon.

Po sześciu miesiącach smoki odleciały na Wschód.

Gdy Brianna i Silvern dotarli na równiny Fentumëthyn Ardayn, dwa pozostałe smoki dołączyły do nich.

Pięć dni trwały prace. Z Wody i Ziemi Brianna stworzyła kobiety, z Wody i Ziemi Silvern ukształtował mężczyzn. Z Ognia Caribein stworzyła serce, a Alishar tchnęła Powietrze do płuc nowopowstałych istot ożywiając je. Jednak nie był to koniec pracy.

- Musimy stworzyć ich dusze. – powiedziała Brianna. – Tylko wtedy będą kompletni.

Caribein jako pierwsza podeszła do nowych stworzeń nazywając je właściwymi imionami. Następnie delikatnie przecięła skórę na swej ręce i kroplami własnej krwi dotknęła ich ust.

- Daję wam Kroplę Wzruszenia byście mogli dostrzegać piękno tam, gdzie nikt go nie dostrzega. Daję też Kroplę Bólu i Smutku byście mogli doceniać istnienie innych wtedy, gdy są, a nie w chwili, gdy będą odchodzić.

Alishar powtórzyła gest Caribein.

- Daję też Kroplę Radości i Szczęścia abyście mogli cieszyć się każdą chwilą życia, wiedząc, że nie trwa wiecznie. Daję wam Kroplę Zrozumienia i Spokoju byście wiedzieli, że śmierć nie jest końcem, ale początkiem.

Silvern poszedł w ślady swoich poprzedniczek.

- Daję wam Kroplę Żalu i Skruchy byście żałowali czynów niegodnych i z pokorą przyjmowali karę za nie. Daję wam Kroplę Gniewu i Upokorzenia byście mogli poznać swoją wartość.

Na końcu do nowych stworzeń zbliżyła się Brianna. Gdy kropla jej krwi dotknęła ich ust, powiedziała:

- Daję wam Kroplę Nadziei i Miłości byście mogli żyć i tworzyć rzeczy piękne i niezapomniane. Niech to, co dobre i piękne, trwa wiecznie.

I w ten sposób smoki stworzyły swe największe dzieło, a zarazem swą największą zgubę.

Ludzi.