Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Król Olch

Jest to krótkie opowiadanie stworzone pod wpływem chwili, snu, ostatnich wydarzeń poruszanych w mediach jak i samego uwielbienia do ballady "Król Olch". Magicznej, a zarazem strasznej, wywołującej drgawki na ciele.
Liczę na szczere komentarze i opinie.
Ps: Jest to zakończone opowiadanie
______________________________________________________________________

Odległe północne kraje spowił całun śniegu. Gdzieś u pod nurza gór otoczonych lasami klęczała młoda kobieta. Po jej bladej twarzy spływały łzy, patrzyła na swoje drżące dłonie. Jej myśli wracały do niedawno zaszłych wydarzeń.

Przed oczyma miała obraz jak zaciska palce na drobnej szyi dziecka. Płakało, machając rączkami jakby mówiło „ Mamusiu, puść mnie”. Jednak nie potrafiło mówić, było zaledwie niemowlakiem. A, gdy z jego drobnego ciałka wyzionął duch, ogarnięta wstrząsami Kobieta objęła go ten jeden ostatni raz i zanurzyła w przeręblu okutego lodem jeziora. Niemowlę nie zatonęło, przylgnęło do szklistej tafli spoglądając martwo na swoją matkę. Przerażona Kobieta uciekła, nie odwracała się, biegła przez głęboki śnieg dopóki nie upadła.

Niebo pokrywała gruba warstwa szarych chmur, a wiatr wył żałośnie. Wśród jego zawodzenia Kobieta dosłyszał wołania.

- Chodź do nas. Chodź…

Kobieta rozejrzała się w trwodze, bała się, że ktoś mógł widzieć to co uczyniła. Tajemnicze głosy dochodziły ze wszystkich kierunków. Nagle umilkły, pozostało po nich tylko echo, które w końcu też ucichło. Zapanowała martwa cisza, tylko serce kobiety próbowało wyrwać się z piersi waląc jak młot.

Wśród pni drzew stały dwie, niewyraźne, szare postacie. Patrzyły na Kobietę, a ona na nie. Nagle odwróciły się i znikły w otchłani lasu. Wiedziała, że musi iść za nimi, czuła jak ją przyciągają. Przedzierała się przez gęsto zarośnięty las. Postacie oddalały się co raz bardziej, a ona biegła za nimi potykając się o wystające korzenie. Gdy wybiegła na pustą równinę wydawały się być widmowymi cieniami zatopionymi w rozszalałej burzy śnieżnej.

- Chodź do nas.

- Idę – Krzyknęła

Powietrze przeszedł głuchy trzask, grunt pod stopami Kobiety zapadł się. Jej ciało przeszyły setki igieł, a płuca odmówiły posłuszeństwa. Nim opadła na dno zdołała dojrzeć nad grubą warstwą lodu błękitne oczka swojego synka „Mamusiu, przytul mnie”

Zapadła ciemność…

Oczy Kobiety otworzyły się ociężale. Leżała w śniegu wśród drzew otulonych gęstą mgłom. Czarne Olchy górowały wysoko nad nią mącąc światło księżyca. Kobieta podźwignęła się z trudem. Była obolała i przemarznięta. Złapała się pod pachy i ruszyła przed siebie chwiejnym krokiem.

Brnęła przez gęsty Olchowy las, napotykając na swojej drodze ludzi. Bladych, żylastych, zimnych, nieobecnych, o czarnych, martwych oczach. Każdy z nich wyciągał do niej ręce jakby próbował wyrwać resztkę ciepła płynącą w jej ciele. Kobieta patrzyła na nie z obrzydzeniem , bała się, lecz szła dalej.

Zimno ciążyło na niej coraz bardziej. Szła zgarbiona potykając się o własne nogi. Każda kolejna próba powstania kosztowała ja cząstkę życia, którego niewiele w niej zostało.

Upadła…

Nie zdołała się podnieść …

Jej czoło po zetknięciu z kamiennymi schodami krwawiło. Leżała przytulona polikiem do jednego z ich stopni. Miała płytki i wolny oddech. Sine usta, zamarznięte brwi, rzęsy i włosy.

- Spójrz na mnie – Rozkazał ochrypły, bezbarwny, anemiczny głos – Spójrz!

Powoli podniosła głowę. U szczytu schodów na tronie stworzonym z splątanych gałęzi Czarnych Olch siedział Król. Król Olch. Zdawał się być częścią drzew wrośnięty w tron. Na jego głowie lśniła korona, ciało zaś było pokryte zmierzwioną, szarą brodą spod której wystawały długie, kościste ręce. Kredowa twarz, orli nos, sine usta i te czerwone oczy. Świdrujące najgłębsze zakamarki jej duszy wypełniając ją przeraźliwym zimnem.

- Chodź do mnie, oddaj mi swą duszę i odkup swe winny

Żylaści ludzie otaczali Kobietę. Jęczeli żałośnie, rozdziawiając bezzębne buzie. Jedni szli inni pełzli pozbawieni kończyn.

- Nie – Krzyknęła Kobieta

Nastała cisza po chwili przerwana płaczem dziecka. Przeraźliwym, przepełnionym bólem i cierpieniem. Nie zauważony wcześniej przez Kobietę tobołek trzymany w rękach Króla Olch spadł. Brązowy materiał rozwinął się, a jego zawartość stoczyła się po schodach, zatrzymując się przy Kobiecie. Purpurowy niemowlak nie ruszał się, był sztywny, jego oczka były zamknięte. Kobieta wrzeszczała, nie mogła się poruszyć, patrzyła wprost na swoje martwe dziecko, a po jej polikach spływały strumienie łez.

Oczka dziecka otworzyły się, lecz już nie były błękitne, tylko czarne przepełnione bólem i śmiercią. „Mamusiu, nienawidzę Cię” - szeptały drobne usta. W Kobiecie coś pękło, umarło, resztka jej życia wyparowała. Oczy zalały się czernią, a ciało zamarzło.

Lodowate ręce żylastych ludzi pochwyciły ciało Kobiety i zaciągnęły je w swe szeregi. Król Olch śmiał się skrzekliwie głaszcząc niemowlaka jak by było jego zwierzątkiem.