Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Hogwart nocą

J. K. Rowling zapisała przygodani młodego czarodzieja siedem długich tomów. Nie są one jednak pełne, brakuje wielu przygód, które przeżywali bądź mogli przeżywać bohaterowie książek. Stwierdziłyśmy z Tess, że czarodzieje mieli lata posuchy i trzeba im to wynagrodzić. Proponujemy Wam historię nieco odmienną . Razem stwórzmy i poznajmy Hogwart od tej drugiej strony. Dowiedzmy się, dlaczego łazienka prefektów chroniona jest hasłem, kto nocami odwiedza Wieżę Astronomiczną i co naprawde znaczy sformułowanie "wężousty". Odkryjmy szkołę Magii i Czarodziejstwa na nowo! Niech będzie dowcipnie i perwersyjnie!

Enjoy, albo jak kto woli: Viel Spass!

Slinky i Tess, Tess i Slinky.

Biała sowa przeleciała za oknem, pohukując cicho. Zatoczyła niewielkie koło, po czym, przysiadła na parapecie i zastukała dziobem w szybę. Czarnowłosy, szczupły chłopak podszedł do okna, poprawiając po drodze okulaty, i wpuścił zwierzę do środka. Odwiązał od jej nóżki małą, różową kopertę, rozdarł papier i pośpiesznie pochłonął treść listu. Zarumienił się na samą myśl o słowach, których treść powoli do niego docierała, zmiął karteczkę i wrzucił ją do kominka. 

- Od kogo to? - Rudowłosy towarzysz wstał z fotela i zbliżył się do przyjaciela. - Harry?

- To... od nikogo ważnego. Znaczy się... wiesz... pomyłka - wyjąkał zapytany, pośpiesznie zastanawiając się, czy Ron uwierzy w wymówkę. Nie przypominał sobie, żeby w świecie czarodziejów zdarzały się pomyłki, ale za nic w świecie nie przyznałby się, od kogo był i czego dotyczył liścik, który, tak samo, jak kilkanaście poprzednich, został strawiony złotymi płomieniami kominka pokoju wspólnego Wieży Gryffindoru. Szósty rok nauki w Hogwarcie zapowiadał się naprawdę nietypowo. Ron mruknął coś niezrozumiałego, po czym powiedział cicho:

- No wiesz, stary... - zawiesił głos. 

- A zresztą, niech ci będzie. Tylko pamiętaj, jesteśmy przyjaciółmi. Pochwal się potem, jak było. - Puścił mu oczko i oddalił się. 

Harry stał stropiony, z szeroko otwartymi ustami, zastanawiając się, skąd Ron mógł wiedzieć. Z zamyślenia wyrwał go dopiero ból ramienia - Hedwiga stukała w nie dziobem. Rzucił sowie smakołyk i zwierzę, już zadowolone, odleciało do sowiarni. Młody czarodziej, pozbawiony chwilowo towarzystwa, postanowił poszukać Hermiony, choćby po to, żeby skoczyć z nią do biblioteki. Tam przynajmniej nie towarzyszyłyby mu idiotyczne liściki pachnące perfumami i eliksirami miłosnymi. Chcąc odnaleźć przyjaciółkę, wyciągnął z kieszeni Mapę Huncwotów. 

Śledząc opatrzone nazwiskami kropki, zahaczył wzrokiem o gabinet dawnego mistrza eliksirów, a obecnego nauczyciela obrony przed czarną magią - Severusa Snape'a. Normalnie mało by go to obchodziło, ale tym razem kroka Snape'a nie była sama, w dodatku obie dość dziwnie się poruszały.

Harry zmarszczył brwi. Wpatrywał się w podrygujące punkciki i myślał.

Cóż Snape może robić w swoim gabinecie ze Ślizgonką, Margheritą Coppo? To jakiś obrzęd warzenia eliksirów? - zastanawiał się Harry. A może uczy ją oklumencji? Harry poczuł, że coś w nim rośnie, coś buzuje i osiąga swoje apogeum. To była myśl! Porwał swą pelerynę niewidkę, Uszy Dalekiego Zasięgu i pomknął korytarzami Hogwartu. Snape robił coś złego, Harry czuł to. Gdy dotarł do lochów, zwolnił kroku i zakradł się pod drzwi, wyjął sprzęt szpiegujący i skupił całą uwagę. 

- Na wielkość Voldemorta! Profesorze! - Usłyszał głośny jęk. Zacisnął zęby. Snape znęcał się nad uczniem! 

- Margie... - wysapał głębokim głosem Snape - jesteś bardzo.... bardzo... pojętną uczennicą. Harry zgłupiał. Snape kogoś chwalił. Lecz nie w tym rzecz, czasami mu się to zdarzało. To nie brzmiało jak przemoc, to brzmiało jak współpraca. Harry zatopił się w rozmyślaniach. 

Może Snape rekrutuje Śmierciożerców wśród uczniów? I to tuż pod samym nosem Dumbledore'a! Harry był do tego stopnia oburzony, że nie zwrócił uwagi, że po głośniejszych okrzykach zapanowała cisza. Dosłownie w ostatnim ułamku sekundy zdążył się odsunąć od drzwi i zabrać Uszy Dalekiego Zasięgu. Z gabinetu Snape'a z głębokim westchnięciem zadowolenia wyszła Margherita. Harry, korzystając z okazji, zrobił krok w kierunku otwartych drzwi. Jednak mógł ciężko zapłacić za chwilę bezmyślności. Mało brakowało, a wpadłby na swojego profesora. Snape wyszedł z gabinetu lekkim krokiem. Za nim jak zwykle powiewała czarna peleryna. Harry przylgnął do ściany i nie miał odwagi się ruszyć, jego nozdrza wyczuły nowy zapach, niespotykany do tej pory w lochach. To był zapach "Herbal Esences Fruit Fusions". Prawda sprawiła, że Harry poczuł niespodziewany ból w bliźnie na czole. Osunął się pod ścianą. Snape dogłębnie zdobywał Śmierciożerców.

Ból w bliźnie nasilał się. To nie Snape go wywoływał, teraz Harry czuł już wyraźnie, że to sprawka Voldemorta. Czarny Pan był wściekły. Wysokim, ostrym głosem wrzeszczał na swoje sługi. Lucjusz Malfoy i Glizdogon siedzieli skuleni w przeciwległych kątach sali, nie ośmielając się nawet spojrzeć na swego mistrza. 

- Jak to, nie ma Bellatrix? Co to w ogóle znaczy? Jak śmiała się oddalić bez mojego pozwolenia?!

- N-nie... nie wiemy, p-pa... panie... - wyjąkał Malfoy. - Ale my możemy ją zastą...

Czerwone oczy Voldemorta rozszerzyły się, po czym mężczyzna wybuchnął histerycznym śmiechem.

- Mylisz się... bardzo się mylisz. W pewnym sprawach Bellatrix jest... niezastąpiona. Ale jeśli jej nieobecność się przedłuży, będę zmuszony posłać po... twoją Cissy, Malfoy. 

Harry z powrotem był w Hogwarcie, oparty o zimną ścianę w lochach. Oddychał ciężko. 

Dopiero po chwili ochłonął na tyle, by spróbować się podnieść. Kiedy, zlany potem, stanął na nogach, uświadomił sobie, że patrzy w twarz jednemu ze swych największych wrogów. Stał przed nim blady i wyniosły Draco Malfoy, jak zwykle w towarzystwie swoich goryli, Crabbe'a i Goyle'a. 

- Potter, szukasz guza? - wycedził przez zęby blondyn. - A może szpiegujesz Snape'a? Zazdrościsz mu? Wiesz, Maggie to fajna dupa jest. - Uśmiechnął się znacząco. Mina Malfoya wskazywała na to, że osobiście testował wszystkie ciekawsze dupy w Hogwarcie. 

- Odwal się, Malfoy - mruknął tylko Harry i zawrócił, kierując się do pokoju wspólnego.

Harry przystanął na chwilę i odwrócił się do Malfoya. 

- To ciekawe... Maggie jest ostatnio chwalona na eliksirach, podobnie jak ty. Taak, teraz widzę, że nauczyciel i uczeń mogą mieć głeboką nic porozumienia. Malfoy zadarł nos i odwrócił się bez słowa. Bronił Snape'a przed Potterem, ale w głębi duszy był wściekły. Snape zabrał mu ją sprzed nosa. 

Nastepnego dnia na eliksirach wpatrywał się nienawistnie w oblicze swego opiekuna. Nie dość, że Snape prowadził lekcje obrony przed czarną magią, to jeszcze dostało mu się dzisiaj zastępstwo. Malfoy robił to tak zapamiętliwie, że nie zauważył nawet, kiedy ich oczy spotkały się. 

- Draco, czy twój eleksir jest już gotowy? - Snape podszedł bliżej i zajrzał do jego kociołka. - Draco! To nawet zupki instant nie przypomina! - Za jego plecami Ron robił dosyć nieprzyzwoite ruchy. Klasowy chichot sprowokował Snape'a do półobrotu szybszego niż sam Voldemort (Chuck Norris został bezsprzecznie pokonany przez Czarnego Pana). 

Ron miał na twarzy wyraz ekstazy, imitując ruchy frykcyjne. Snape złożyl ramiona na piersi w swój nietoperzowy sposób i uniósł jedną brew. 

- Weasley, nie chciałbym ci przeszkadzać. Czuję się nawet winien, bo jesteś zdany zapewne tylko na swoje fantazje. Jednak byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś nie robił tego na mojej lekcji. Na Vol... Na Merlina, nie chciałbym mieć tego widoku przed oczami do końca mego życia. Gryffindor traci dwadzieścia punktów za spowodowanie mojej traumy. Snape przeszedł dalej. Zatrzymał się obok Margherity i zajrzał do kociołka. 

- Cudownie, pojętni uczniowie są zawsze mile widziani. 

- Uczniowie też?! - wyrwało się Harremu. 

- Potter, masz coś ambitnego do powiedzenia? 

- Przepraszam, panie profesorze - powiedział wystraszony, za nic nie chciał dostać teraz szlabanu. Snape był wredny, a Harry nie mógł ryzykować, że uziemi go krótko przed meczem. Musiał przecież trenować. Gdyby wygrali, Gryfoni i - na czym bardziej zależało Harremu - Gryfonki, byłyby w euforii. 

Przybrał więc wyraz skruchy i wrócił szybko do pracy nad swoim eliksirem. 

Snape wrócił na swoje miejsce. 

- Co tu tak pachnie... jakby szamponem? - Szepnęła Hermiona. - Ron? Wylałeś na siebie całą butelkę?