Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Desperacja (SHORT)

Poblask włączonego telewizora delikatnie rozświetlał wnętrze salonu, lekko muskając pierwsze stopnie schodów prowadzących ku sypialni. Cienkim strumieniem spływała po nich bura ciecz. Wpierw skryta przez cienie, później - u samego kresu wędrówki - schwytana w blade światło odbiornika. Ześlizgiwała się na podłogę salonu, tworząc coraz to większą kałużę. Po domu oprócz szumu oznajmiającego przerwę w nadawaniu programów, roznosił się szloch dziecka. Przytłumiony, przyciszony, ale jednak słyszalny. Dochodzący zza uchylonych drzwi na piętrze. Skrywały one pokój sypialny, oświetlony blaskiem księżyca wpadającym przez okno. W samym centrum stało wielkie łoże z baldachimem, główna ściana mieszcząca się na prawo od wejścia była pokryta potężnymi regałami po brzegi wypchanymi książkami. W pomieszczeniu panowałby pedantyczny porządek, gdyby nie dwa szczegóły. Zmasakrowane ciało kobiety leżące przy drzwiach oraz siedzące przy niej zakrwawione dziecko. Jacek siedział po turecku kiwając się w przód i w tył, trzymając w rękach ciemny od krwi nóż kuchenny. Zachłystując się płaczem, próbował złapać oddech. Jego biała niegdyś piżama, teraz zachlapana osoczem, skrywała chude, czternastoletnie ciało. Zaciskał kurczowo narzędzie zbrodni przyglądając się tępo swoim brudnym dłoniom. Płacz ustał.
- Mamo, tato, dlaczego? - wychrypiał - dlaczego znowu wyjechaliście? Znowu zadzwoniliście po panią Kasię... żeby mnie pilnowała, dlaczego? - Zerknął ze strachem na swoją nianię. Cieszył się w duchu, że staruszka leży na brzuchu i nie musi patrzeć w jej martwe oczy. Plecy starszej pani pokryte były licznymi ranami, kark wydawał się cały. Wiedział, że jest cały. Natomiast szyja - dobrze pamiętał pierwszy zadany cios, prosto w krtań, jeszcze do tej pory słyszał w głowie krzyk kobiety i odgłos jej pękającej grdyki. Widzi do teraz jak klęka krztusząc się krwią, właśnie wtedy zaczął ranić nożem jej plecy. Nie wie co było dalej, zemdlał.
- Mówiłem wam, że jej nie chcę - wyszlochał - czemu nie słuchaliście! Krzywdziła mnie, dotykała... Ja nie chciałem! Prosiłem, żeby mnie zostawiła! - wykrzyczał.
Wyrzuty sumienia dały w końcu znać o sobie, pokręcił przecząco głową.
- Co ja najlepszego zrobiłem? Przepraszam, słyszysz Kasiu? Przepraszam! - Nachylił się nad martwą kobietą. Odłożywszy nóż chwycił ją za ramiona, zaczął energicznie potrząsać opiekunką.
- Obudź się, żyj! Proszę! - Po paru minutach starań zostawił ją w spokoju. Zrozumiał, że naprawdę jest martwa. Łzy spływały po jego policzkach. Chowając twarz w rozedrganych dłoniach, usiłował ukryć się przed światem. Czas stanął dla Jacka w miejscu, nie potrafił ocenić jak długo siedział nieruchomo. Zerknąwszy na podłogę stwierdził, że nie minęło dużo czasu, ponieważ krew jeszcze nie do końca skrzepła.
- Trzeba zejść do salonu i zadzwonić do rodziców - szepnął zrozpaczonym głosem. Powoli podnosił się z ziemi. Podpierał się ściany zostawiając krwawe smugi na jasnej tapecie, tworzące wraz z kwiatowym wzorem niezwykły kolaż. Nie czuł się zbyt pewnie. Stając na drżących nogach miał wrażenie, że jego dolne kończyny, to dwie chybotliwe, cienkie sprężynki.
- Udało się wstać - szepnął pozbierawszy się wreszcie z ziemi. Pchnął drzwi i ruszył przez mrok, krótkiego korytarza. Stawiał kroki powoli, rozważnie, chwytając czego tylko się da. Początkowo ścian. Później, po dotarciu do szczytu schodów- poręczy. Widział jak w dole miga ekran telewizora rozświetlając salon. Dopiero teraz uświadomił sobie, że po mieszkaniu roznosi się uciążliwy szum. Najpierw się wystraszył, potem zrozumiał skąd dochodzi.
Po paru głębokich wdechach, zaczął schodzić, krok za krokiem, trzymając się dłonią gładkiej poręczy. Jego myśli wypełniały ostatnie sceny popełnionej zbrodni. Był zrozpaczony i szczęśliwy zarazem. Czuł, że w końcu uwolnił się od swojej prześladowczyni. Przypomniał sobie ile razy błagał nianię, by nie robiła mu tych rzeczy. Dotykanie jeszcze wytrzymywał, ale jak wkładała palce...
- Czemu o tym myślisz głupku? Jesteś już wolny - rzucił sucho.
Znajdował się na ostatnim stopniu, coraz bliższy celu. Przeszło mu przez myśl, że nie wie jak o tym wszystkim powiedzieć mamie...
- Aaaa! - Powietrze przeszył krzyk, jego krzyk. Zobaczył nagle jak świat wywraca się do góry nogami. Czuł poślizgnięcie, czuł jak się przewraca. Słyszał jak uderza głową o kant drewnianego stopnia. Bolało. Bolało jak cholera. Miał świadomość tego, że leży - głównie za sprawą widoku sufitu. Zamknął na chwilę oczy, gdy znów je otworzył - zobaczył uśmierconą nianię. Jasną, przejrzystą, stojącą nad nim.
- Już za parę minut dołączysz do mnie, będziemy dalej razem się zabawiać - wysyczała z krzywym uśmiechem - przez wieczność! - dodała tryumfalnie.
- N... n... ni... nie - wychrypiał ostatnim tchnieniem, odganiając napływającą ciemność. Walczył z całych sił próbując wyrwać się zimnemu uściskowi śmierci. Był zbyt słaby.