Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Harry zmarszczył brwi. Wpatrywał się w podrygujące punkciki i myślał.

Cóż Snape może robić w swoim gabinecie ze Ślizgonką, Margheritą Coppo? To jakiś obrzęd warzenia eliksirów? - zastanawiał się Harry. A może uczy ją oklumencji? Harry poczuł, że coś w nim rośnie, coś buzuje i osiąga swoje apogeum. To była myśl! Porwał swą pelerynę niewidkę, Uszy Dalekiego Zasięgu i pomknął korytarzami Hogwartu. Snape robił coś złego, Harry czuł to. Gdy dotarł do lochów, zwolnił kroku i zakradł się pod drzwi, wyjął sprzęt szpiegujący i skupił całą uwagę. 

- Na wielkość Voldemorta! Profesorze! - Usłyszał głośny jęk. Zacisnął zęby. Snape znęcał się nad uczniem! 

- Margie... - wysapał głębokim głosem Snape - jesteś bardzo.... bardzo... pojętną uczennicą. Harry zgłupiał. Snape kogoś chwalił. Lecz nie w tym rzecz, czasami mu się to zdarzało. To nie brzmiało jak przemoc, to brzmiało jak współpraca. Harry zatopił się w rozmyślaniach. 

Może Snape rekrutuje Śmierciożerców wśród uczniów? I to tuż pod samym nosem Dumbledore'a! Harry był do tego stopnia oburzony, że nie zwrócił uwagi, że po głośniejszych okrzykach zapanowała cisza. Dosłownie w ostatnim ułamku sekundy zdążył się odsunąć od drzwi i zabrać Uszy Dalekiego Zasięgu. Z gabinetu Snape'a z głębokim westchnięciem zadowolenia wyszła Margherita. Harry, korzystając z okazji, zrobił krok w kierunku otwartych drzwi. Jednak mógł ciężko zapłacić za chwilę bezmyślności. Mało brakowało, a wpadłby na swojego profesora. Snape wyszedł z gabinetu lekkim krokiem. Za nim jak zwykle powiewała czarna peleryna. Harry przylgnął do ściany i nie miał odwagi się ruszyć, jego nozdrza wyczuły nowy zapach, niespotykany do tej pory w lochach. To był zapach "Herbal Esences Fruit Fusions". Prawda sprawiła, że Harry poczuł niespodziewany ból w bliźnie na czole. Osunął się pod ścianą. Snape dogłębnie zdobywał Śmierciożerców.