Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Gdzie Ci mężczyźni? Pojawiają się zwykle, gdy traci się nadzieję, że cokolwiek wartościowego płeć przeciwna sobą prezentuje. Pojawiają i z miejsca z ziemią równają wszelkie dotychczasowe przekonania, na bok odsuwają smutki i serce zamykają w szklanej gablotce, do której tylko oni mają kluczyk. Tak było i ze mną. Gdy już zupełnie straciłam nadzieję, pojawił się on. Wysoki, przystojny o duszy romantyka. Po prostu ideał który sprawił, że z miejsca zapragnęłam się z kimś na poważnie związać. Przestały mnie interesować luźne znajomości i spotkania niezobowiązujące do niczego. To właśnie przy nim poznałam, czym jest głębokie uczucie, którym chce się obdarzyć tą jedyną na świecie osobę. Nie wierzyłam, że coś takiego w ogóle istnieje.

Samotne poranki wypełnił aromat kawy, popołudnia choć dalej milczące, to jednak o wiele piękniejsze, bo z Nim u boku i wieczory, które istniały tylko dla nas i noce, które przesypialiśmy tylko po to, aby od rana ujrzeć swoje spojrzenia. Trwało to pół roku, nim się we mnie coś wypaliło. Być może za dużo pracy, za mało czasu miałam dla "nas". On znajdował go prawie zawsze, gdy byłam w potrzebie, ja sobie tłumaczyłam, że wszystko przed nami, a teraz trzeba zadbać o jak najlepszy start w przyszłość.

Dni mijały, coraz częściej i my się mijaliśmy. Dalej go kochałam, wiedziałam, że on mnie też. Zaczęłam czuć do siebie odrazę za każdym razem, gdy moja rosnąca oziębłość uderzała w Niego, coś kradła z jego dotychczasowego charakteru. Widziałam, jak się wypala, jak marnieje w oczach. Choroba? Fizycznie wyglądał dobrze, jedynie z psychiką bywało gorzej. Zrzucałam to na barki tęsknoty i kolejnych samotnych wieczorów, gdy ja siedziałam do późna w biurze.

Zaczął mi wypominać brak czasu, raniło to mnie, w końcu robiłam to dla Nas. Zaczął się odsuwać, aż w końcu odszedł, opuścił mnie i już nigdy nie wróci. Trafił w objęcia innej, która związała go ze sobą. Kobiety, z którą nie jestem w stanie wygrać, dla której rozbicie czyjegoś związku jest naturalną koleją rzeczy.

To już rok, gdy żyję ze świadomością, że nie znamy dnia, ani godziny. Że dopiero brak tej bliskiej nam osoby uświadamia, jak wiele błędów popełniliśmy, ile okazji zmarnowaliśmy i jak mało tak naprawdę mamy z tego życia. Szklana gablotka rozbiła się w kontakcie z rzeczywistością. Nie potrzeba już klucza, bo i nie ma czego do niej schować.

Widuję go często i toczę swój monolog. Nigdy nie był rozmowny, a teraz to już zupełnie zamilkł. Mimo to robię wszystko, aby wiedział, że jestem i jeszcze kiedyś nadejdzie nasz czas, gdy kobieta, która mi go odebrała przyjdzie i po mnie.

Tak w temacie: https://www.youtube.com/watch?v=obvizJRnezA