Podium

UżytkownikPoints
tess135
susie960
Adnaja55
Gotka50
Capricornus40
Irlay20
Serenicus20
Gotan20
Lorelay20
darth ithilnar20


Mały, ciemny pokój. Osoba z klaustrofobią czułaby się w nim źle, ale Ona właśnie tam miała świadomość, że naprawdę żyje. Bordowe ściany i antyki, z których każdy wybrała osobiście. Oczywiście mogła mieć od tego ludzi, ale nie chciała. Nikt poza Nią samą nie miał prawa decydować, w otoczeniu jakich przedmiotów będzie się obracała. Zresztą, każdy wazonik, każda lampa, w Jej gabinecie, a przede wszystkim gładkie zwierciadło w ciężkiej, zdobionej ramie, znaczyły dla Niej więcej, niż jakiś tam człowiek. Tylko Ona się liczyła. Właśnie dlatego nazywano Ją Królową. Oczywiście nikt nie powiedziałby tego głośno, bo przecież mogłaby się okrutnie zemścić za nadanie Jej jakiegokolwiek pseudonimu. Jej podwładni nie wiedzieli jednak, że Ona sama też myślała o sobie per: "Królowa". A zwracali się do niej po prostu: "Pani". To jedno, krótkie słowo w pełni oddawało, kim dla nich była. Nikt nie miał do Niej dostępu, jedynie dziewczyna o ciemnej karnacji miała prawo przebywać w Jej towarzystwie. Dziewczyna była zwana: "Lustrem", a nawet "Lustrem Weneckim". Zawsze musiała wiedzieć wszystko o wszystkim i o wszystkich, a ponadto wychwalać swoją Królową. To w Lustrze tamta uwielbiała oglądać samą siebie - w nieustannie słyszanych komplementach. Często - o dziwo - szczerych, bo choć Królowa miała paskudny charakter, to urody mógł Jej zazdrościć niejeden.
Właśnie w tym momencie Lustro wpatrywała się w Nią - gęste brązowe włosy, spięte w gładkiego koka, ciemne oczy, podkreślone wyrazistymi kreskami, pełne usta zaznaczone bordową szminką. Do tego czarna, dopasowana suknia z głębokim dekoltem, odsłaniającym ponętny, pełni biust. Taka była Królowa. Piękna i zimna, budząca strach w podwładnych i przeciwnikach. Praca u niej była jednak zaszczytem.
- Dziś przyjęliśmy nową dziewczynę - powiedziała spokojnie Lustro, śniada dwudziestolatka o burzy włosów otaczającej drobną twarz.
- I po co mnie o tym informujesz? - Zimny głos, bez cienia emocji - jak zawsze.
- Ona może być kimś wyjątkowym, jest śliczna.
- Co? - Tym razem zbyt ostro, by zdążyć się skryć za stalową maską.
- Może ci przynieść wiele zysków, Pani. Może być kimś szczególnym tutaj. Mężczyźni lubią takie...
- Dość, wystarczy.
Królowa wsunęła długiego, białego papierosa do papierośnicy z ciemnego drewna i zapaliła. Głęboko zaciągnęła się dymem.
- Lustro, możesz odejść. Nie jesteś mi na razie potrzebna.

***

Drobna dłoń odłożyła pomadkę na szafkę w łazience. Spojrzała na siebie. Wiedziała, że była piękna, to jedno wiedziała. I tylko uroda mogła pozwolić jej dalej żyć. No, może jeszcze sporo samozaparcia, by nie brzydzić się spojrzenia w lustro. W końcu dziś sprzedała Jej swoją duszę i wrażliwość - miała pozostać już tylko tym, co widzieli inni. Dziewczynką o cerze białej jak śnieg, ustach czerwonych jak krew i włosach czarnych jak heban. I chętnej, jak każda pod tym dachem, gdzie Królowa zbierała wypielęgnowane kwiaty i oddawała je na godziny mężczyznom, którzy potrzebowali zaspokojenia.